prof. dr hab. Mieczysław Muraszkiewicz
Instytut Informatyki Teoretycznej i Stosowanej PAN
Społeczeństwo informacyjne - potrzeba,
konieczność czy rzeczywistość?
1. Wstęp
Komputery, internet i telefonia
komórkowa stały się już istotną częścią krajobrazu gospodarczego
i społecznego w Polsce. Ich wpływ i znaczenie zostały zauważone
przez szerokie rzesze społeczeństwa. Nie oznacza to wszak,
że rola nowych technik informacyjnych i komunikacyjnych
została powszechnie zrozumiana i przyswojona. Niestety obserwacja
ta dotyczy także środowisk opiniotwórczych. Często brakuje
podstawowych doświadczeń i informacji, które są zastępowane
myśleniem życzeniowym, kalkami z krajów bardziej rozwiniętych,
uprzedzeniami, nieporozumieniami, a nawet mitami. Brakuje
także zrozumiałego i czytelnego aparatu pojęciowego i terminologicznego.
Tylko w niewielkim stopniu znane są szerokiej publiczności
mechanizmy rządzące społeczeństwem informacyjnym. Braki
te wynikają z jednej strony ze stosunkowo niewielkiego upowszechnienia
tych technik i ich zastosowań, oraz - z drugiej strony -
z niedostatku poważnej, pogłębionej debaty na ten temat,
którą zastępują często slogany, powierzchowne stwierdzenia
i działania z gatunku socjotechnicznego.
Odnosi się wrażenie, że od kiedy termin społeczeństwo informacyjne
pojawił się na stałe w słowniku polityków, jego znaczenie
uległo niestety znacznemu rozszerzeniu, rozmyciu i nabrało
cech ideologicznych. Używa się go jako zwiastuna i symbolu
postępu gospodarczego, obietnicy lepszego, ciekawszego i
bezpieczniejszego życia. Jest polem, na którym kraje Unii
Europejskiej mają, zgodnie z zaleceniami urzędników Komisji
Europejskiej, konkurować ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki
Północnej i Japonią. Bywa instrumentem marketingu w kampaniach
reklamowych, szczególnie produktów przemysłów informatycznych.
Jest także używane jako straszak, i wraz z globalizacją
jest obwiniane o wszelkie pojawiające się współcześnie patologie
i zło. Dziś, jeśli nie znamy kontekstu użycia tego określenia
lub intencji osoby je wypowiadającej, nie jesteśmy w stanie
precyzyjnie podać zakresu znaczeniowego tego terminu. A
nie takie były zamiary jego twórców, przynajmniej nie wszystkich.
O społeczeństwie informacyjnym w środowiskach naukowych
rozmawiano wiele w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych
i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, choć po raz pierwszy
nazwy tej użyli bodaj Japończycy Todao Umesao i Yoneji Masuda
w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych minionego wieku.
Społeczeństwo informacyjne postrzegano jako następną, po
społeczeństwie przemysłowym, formację, czy wręcz etap rozwoju
cywilizacyjnego, formację, która kształtuje się z ogromną
prędkością, na naszych oczach, dokonując kolonizacji praktycznie
wszystkich form życia społecznego. Wychodzono z założenia,
że - podobnie jak to miało miejsce w przeszłości - pojawienie
się nowego środka komunikacji i/lub transportu musi doprowadzić
do głębokich zmian gospodarczych i, co za tym idzie, transformacji
społecznych. Tym nowym medium był naturalnie komputer i
sieci komputerowe, a przedmiotem ich działania dane i informacje.
Zauważmy, że w historii wielokrotnie nowe media były zaczynem
głębokich przemian, by wspomnieć o czterech wielkich przełomach,
o wzajemnie porównywalnej doniosłości i znaczeniu. Pierwszy
z nich był rezultatem wprowadzenia alfabetu fonetycznego,
co w swych najgłębszych konsekwencjach spowodowało linearyzację
postrzegania i myślenia oraz oddzieliło sferę ludzkiego
działania od sfery myślenia.
Kolejna rewolucja dokonała się po wynalezieniu przez Gutenberga
maszyny drukarskiej, co bez wahania można uznać za początek
wszystkich głębokich przemian społecznych, gospodarczych
i kulturowych, bez których nie rozpocząłby się projekt Oświeceniowy,
a których owoce zbieramy do dziś. Następna rewolucja miała
miejsce za sprawą radia i telewizji - jej skutki nie do
końca zostały zaabsorbowane i rozpoznane przez społeczeństwa.
Ostatnim wielkim wydarzeniem było wynalezienie komputera
wyposażonego w ogromne pamięci i globalnej sieci Internet.
Zakresu i głębokości zmian, które wpływają na bodaj wszystkie
sfery ludzkiej egzystencji, dziś nie jest w stanie nikt
dokładnie przewidzieć, tak jak nikt nie jest w stanie podać
satysfakcjonującej definicji społeczeństwa informacyjnego.
Niezależnie jednak od wszelkich trudności interpretacyjnych
jedno jest pewne, że w kolokwialnym dyskursie społeczeństwo
informacyjne rozumiane jest jako społeczeństwo epoki ponowoczesnej,
w której szczególną rolę odgrywa informacja i wiedza oraz
techniki i urządzenia do jej transmisji i przetwarzania,
czyli komputery i sieci komputerowe. Techniki komunikacyjne
i informacyjne (ang. information and communications technology,
znane także pod skrótem ICT) są więc nierozłącznie związane
z istotą, cechami i rozwojem społeczeństwa informacyjnego,
są jego czynnikiem sprawczym. Poświęcimy im nieco miejsca
w następnej części artykułu. Po ich zarysowaniu, w kolejnym
punkcie bliżej spojrzymy na znaczenie terminu społeczeństwo
informacyjne. W rozdziale czwartym zajmiemy się kwestiami
dotyczącymi pracy w takim społeczeństwie. W zakończeniu
rozważań poszukamy odpowiedzi na tytułowe pytanie.
2. Techniki informacyjne
Hiperprzestrzeń
W rozwoju techniki, szczególne miejsce zajmują obecnie techniki
komunikacyjne i informacyjne. Najważniejsze elementy tych
technik to: sprzęt komputerowy, oprogramowanie, środki łączności,
oraz - na co kładziemy tu szczególny nacisk - wzajemne współdziałanie
tych elementów. Nie ma żadnych wątpliwości, że w tej dziedzinie
dokonała się i dokonuje się prawdziwa rewolucja. Zupełnie
niebywała miniaturyzacja sprzętu komputerowego oraz rosnąca
jego wydajność i niezawodność, postępy w metodach szybkiego
tworzenia przyjaznego dla użytkowników oprogramowania i
nadzwyczajny rozwój telekomunikacji, a zwłaszcza telefonii
komórkowej, nie mają precedensu w historii . Istota zmian
polega na połączeniu trzech komponentów, którymi są: komputer,
telekomunikacja oraz informacja . Ten swoisty układ, manage
a trois, cechuje się niezwykłą dynamiką i zarazem stabilnością
("w życiu najbardziej stabilnie są trójkąty").
Towarzyszy mu konwergencja mediów. Obserwujemy stapianie
się radia, telewizji, gazety, telefonu, faksu, Internetu.
Tworzy się jedno, zintegrowane uniwersum informacyjne, szczególnie
gęsta informacyjnie audioikonosfera, ba nawet kognitosfera
(nazywamy je tutaj łącznie hiperprzestrzenią lub hiperrzeczywistością),
w której reguły i warunki życia coraz bardziej różnią się
od tego, co było naszym udziałem w przeszłości. Można powiedzieć
nawet więcej: dla wielu z nas, a zwłaszcza dla młodszych
generacji, życie w hiperprzestrzeni toczy się równolegle,
a więc w jakiś sposób niezależnie od życia w świecie realnym,
i to właśnie wydarzenia i przeżycia w obszarze hiperrzeczywistości
traktowane są jako najważniejsze, to one stają się instrumentami
budowania tożsamości i samorealizacji. Udziałowi w hiperprzestrzeni
towarzyszy odejście od świata synchronicznego, linearnego,
od świata refleksji, na rzecz świata sfragmentaryzowanego,
świata zjawisk równoległych, asynchronicznych, w którym
refleksję zastępuje refleks i na wpół automatyczne reakcje
na bodźce. Dźwięki i przede wszystkim obraz zastępują myślenie
w takim stopniu, że zamiast Kartezjuszowego Cogito ergo
sum całkowicie uprawnione staje się stwierdzenie Video ergo
sum. Skoro już jesteśmy przy łacinie, to zauważmy na zasadzie
dygresji, że zaczerpnięte z łaciny słowo nawigować odnoszące
się jeszcze do niedawna głównie do pływania po dużych akwenach,
dziś dotyczy przede wszystkim przemieszczania się w cyberprzestrzeni.
Warto wyjaśnić: co jest podstawą konwergencji i integracji
mediów? Tym czynnikiem jest zapis cyfrowy, czyli digitalizacja
informacji. Techniki informacyjne sprawiają, że szeroko
rozumiana i najróżniej reprezentowana informacja przechodzi
z papieru, z taśmy filmowej, z taśmy magnetofonowej, z papieru
fotograficznego do zunifikowanej postaci bitowej (ciągów
zer i jedynek), którą z łatwością można przechowywać i -
co ważniejsze - przetwarzać, a w tym mieszać i łączyć, w
komputerach oraz przekazywać łączami radiowymi lub kablami
praktycznie w dowolnej chwili i w dowolne miejsce na świecie.
Wpływ unifikacji sposobu reprezentacji informacji oraz konwergencji
mediów na treść oraz na jej percepcję jest pasjonującym,
słabo zbadanym tematem.
Jest rzeczą niezwykle interesującą, że konwergencja mediów
przebiega nie tylko na płaszczyźnie technicznej. Zaczynamy
bowiem obserwować również zjawiska konsolidacji firm, zwłaszcza
dotyczy to wielkich korporacji medialnych, które nabywają
przedsiębiorstwa spoza swego tradycyjnego obszaru działania.
Stacje telewizyjne interesują się domami wydawniczymi, łączą
wysiłki z dostawcami usług internetowych i producentami
oprogramowania. Przykładami są tu zakup firmy Time Warner
przez America OnLine, czy nabycie stacji telewizyjnej NBC
przez Microsoft, co dało początek nowej firmie MSNBC.
Kończąc ten punkt warto zrobić komentarz, który nawiązuje
do nie do końca jeszcze rozpoznanych ujemnych skutków powszechnego
stosowania technik informacyjnych. Otóż trzeba pamiętać,
że szerokie zastosowanie technik informacyjnych nie niesie
za sobą tylko korzyści. Mitem jest przeświadczenie, że sama
technika jest neutralna społecznie, a tylko od jej użytkowników
zależy jak zostanie wykorzystana: ku dobremu, czy ku złemu.
Neil Postman napisał wręcz: "Technology is ideology
and to maintain that technology is ideologically neutral
is stupidity plain and simple". Nie jest przekonywująca
argumentacja w rodzaju, że na przykład telefon jest neutralnym
urządzeniem bo można za jego pomocą przekazywać zarówno
dobre wiadomości, jak i użyć go, powiedzmy, do szantażowania.
Techniki informacyjne w połączeniu z "inteligentnymi"
czujnikami i sztucznymi agentami stwarzają - po raz pierwszy
w historii - możliwość skutecznego śledzenia i kontrolowania
w skali masowej tego o czym i jak myślimy. W przeszłości
możliwa była dość skuteczna tylko kontrola tego co robiliśmy;
teraz i w przyszłości Wielki Brat może wkroczyć do świata
naszych myśli i uczuć. Tego faktu z pewnością nie można
lekceważyć. Z doświadczenia bowiem wiemy, że jeśli coś może
zostać do czegoś użyte, to będzie do tego użyte.
Ważkim problemem związanym z technikami komunikacyjnymi
i informacyjnymi jest to, że stają się one instrumentem
wykluczenia, czynnikiem dzielącym (ang. digital divide)
poszczególnych ludzi i społeczności na tych, którzy korzystają
z nowych technik i na tych, którzy nie maja do nich dostępu
lub dostęp ten jest ograniczony lub sporadyczny. Podział
ten staje się równoznaczny z rozbiciem na zamożnych, potężnych
i wpływowych oraz biednych i pozbawionych szans i nadziei.
Ten podział ma drugi, znacznie trudniejszy do zauważenia
plan, a mianowicie korzyści i ujemne skutki nowych techniki
nie są dzielone równo. Bogatsi bowiem cieszą się przede
wszystkim korzyściami, biedniejszym pozostawiając większość
tego, co niekorzystne.
Pewną pociechą może być to, że zaawansowane techniki informacyjne
mogą okazać się, i już to demonstrują, niezwykle sprawnym
narzędziem w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, krzewieniu
demokracji, kultury, usprawnianiu systemów edukacyjnych,
ulepszaniu opieki medycznej itd. Cała nadzieja w tym, że
korzyści znacznie przeważą zagrożenia. W dużym stopniu zależy
to od nas samych.
Nowa gospodarka
Powiada się, że o ile cechami formacji społecznych i gospodarczych
związanych z rozwojem i ekspansją przemysłu są intensywna
eksploatacja pracy, zasobów naturalnych, rosnące zużycie
energii, prymat technologii i dominująca rola kapitału,
to tworzące się obecnie struktury gospodarcze i społeczne
charakteryzuje, przede wszystkim, szacunek dla człowieka
i dla ekologii oraz kluczowa rola wiedzy, informacji i komunikacji.
To właśnie wiedza i zdolności komunikacyjne stają się najważniejszymi
czynnikami rozwoju, to ich intensywne zastosowanie w wywoływaniu
i prowadzeniu procesów gospodarczych i społecznych ma przekształcić
narody w globalne społeczeństwo informacyjne, w którym na
naczelne miejsca wysuwają się takie elementy, jak troska
o ekosferę, ciągłe tworzenie nowych miejsc pracy, ustawiczne
uczenie się członków społeczności, partnerstwo, skłonność
do podejmowanie ryzyka i poszukiwania nowych rozwiązań,
czynne uczestnictwo w życiu społecznym i wszechstronna demokratyzacja
tegoż, oraz - na co zwraca się uwagę szczególną - ochrona
własności intelektualnej. Ten ostatni aspekt ma naturalnie
związek z tym, że informacja, wiedza, produkty umysłu mają
największą wagę i odgrywają najważniejszą rolę w funkcjonowaniu
społeczeństwa informacyjnego.
Na marginesie rozważań o globalizacji, którą tak silnie
wiąże się z wyłanianiem się społeczeństwa informacyjnego
warto odnotować wysiłki na rzecz jej kwantyfikowania, czyli
znalezienia możliwie uniwersalnej miary liczbowej charakteryzującej
stopień jej nasilenia. Jednym z ciekawszych pomysłów, a
właściwie szkicem pomysłu, jest propozycja tygodnika "Die
Woche" (9 listopada, 2001 r.), który opracował system
punktowy. Punkty przyznawane są krajom lub całym regionom
na podstawie takich parametrów, jak: liczba serwerów internetowych
na 10 tys. mieszkańców, liczba komputerów na 1000 mieszkańców,
czas trwania międzynarodowych rozmów telefonicznych (wychodzących
z danego państwa), gęstość połączeń lotniczych (odloty z
lotnisk danego kraju), liczba zagranicznych inwestycji itp.
Wskaźnik może przyjmować wartości z przedziału od 0 do 1.
Dla Stanów Zjednoczonych i Kanady wynosi on 0,92; dla krajów
Unii Europejskiej - 0,78; dla Japonii - 0,74; dla Indii
- 0,35; a dla krajów Europy Środkowej - 0,62.
Slogan Information is Power stał się powszechny i banalny.
Na polski można go przetłumaczyć jako "informacja daje
siłę", ale też - "informacja daje władzę".
Uważamy, że slogan ten jest tylko częściowo prawdziwy, a
może nawet mylący, bo to nie posiadanie informacji, a w
domyśle jej monopolizowanie i ograniczanie dystrybucji,
daje siłę. Wręcz przeciwnie, to sensowne dzielenie się informacjami
z innymi, ich wspólne wykorzystanie oraz zwiększanie ich
zasięgu sprawiają, że społeczności uznające tę zasadę stają
się coraz zamożniejsze, lepiej wykształcone i silniejsze.
Obecnie specjaliści planowania strategicznego propagują,
a ich wyznawcy działają, w stronę tworzenia tzw. ekosystemów
biznesowych (ang. business ecosystem), które są sieciami
powiązań pomiędzy przedsiębiorstwami a ich klientami, dostawcami,
organizacjami konsumenckimi i konkurentami. A wszystko to
w celu zwiększenia konkurencyjności przedsiębiorstwa! Dobrze
zorganizowane systemy baz danych, zwłaszcza w środowisku
sieciowym, są kluczowym elementem takich ekosystemów. Są
więc bazy danych, nie tylko zbiornikami informacji niezbędnymi
w codziennym działaniu, ale również są elementem koniecznym
w tworzeniu wspólnot gospodarczych, kulturowych, edukacyjnych
i innych o właściwościach ekosystemów, których znaczenia
w utrwalaniu i rozwijaniu wartości otwartego społeczeństwa
obywatelskiego nie sposób przecenić.
Niezależnie od kontrowersji, które wywołuje termin Nowa
Gospodarka (ang. New Economy) nie ma chyba wątpliwości,
że nie jest ona prostą kontynuacją dotychczasowych sposobów
produkowania dóbr, oferowania usług, handlowania itp. Otóż
wydaje się, że ład gospodarczy i społeczny, który tworzy
się w naszej obecności i z naszym udziałem jest światem
nowym, innym niż świat dotychczasowy. Istotę tej diametralnej
inności, a więc nowy paradygmat (w rozumieniu tego terminu
zbliżonym do znaczenia, które nadał mu Thomas Kuhn) wyraża
następujące sformułowanie:
Dzięki nowym technikom informacyjnym i komunikacyjnym koszty
związane z osiąganiem celów gospodarczych i/lub społecznych
metodą współpracy są niższe niż koszty ponoszone w osiąganiu
tych celów drogą rywalizacji.
W nowej gospodarce pojawiają się nowe zjawiska i formy gospodarcze.
Reprezentatywnymi przykładami są gospodarka elektroniczna
(ang. e-commerce) czy wirtualne przedsiębiorstwa. Nowościom
tym towarzyszy zmiana miejsca, ról i sposobów funkcjonowania
człowieka w gospodarce i społeczeństwie.
3. Społeczeństwo informacyjne - w poszukiwaniu definicji
Nie istnieje powszechnie akceptowana definicja
terminu społeczeństwo informacyjne. Jest tych definicji
mnogość tak wielka, że można odnieść wrażenie, iż ambicją
niemal każdego autora jest urobienie własnej definicji.
Naturalnie inflacja określeń jest nieomylnym sygnałem, że
żadne z nich nie jest zadawalające, na tej samej zasadzie,
że wielość lekarstw przeciwko katarowi oznacza w istocie
brak skutecznego specyfiku - w przeciwnym razie wystarczyłby
tylko jeden. Dzieje się tak zapewne dlatego, że mamy do
czynienia z pojęciem złożonym, trudnym, które wciąż jest
w stanie tworzenia się. Pewien niekorzystny wpływ na próby
podania zadawalającego określenia ma to, że jego zakres
i kształt w wielu przypadkach jest uzależniany od doraźnego
interesu (politycznego, gospodarczego, naukowego, a niekiedy
po prostu towarzyskiego) autorów definicji.
W swej książce na temat teorii i typów społeczeństwa informacyjnego
F. Webster wyróżnia pięć ich rodzajów, a mianowicie: technologiczne,
ekonomiczne, zawodowe, przestrzenne i kulturowe [F. Webster
F.: Theories of Information Society, The International Library
of Sociology, 2002] dodając przy tym, że znane mu definicje
społeczeństwa informacyjnego "...chociaż wydają się
one na pierwszy rzut oka solidne, są, tak naprawdę, mętne
i nieprecyzyjne, niezdolne do ustalenia czy <<społeczeństwo
informacyjne>> powstało czy też powstanie kiedyś w
przyszłości." M. Goliński podjął się ciekawej próby
zestawienia kilku definicji [M. Goliński: Społeczeństwo
informacyjne - problemy definicyjne i problemy pomiaru,
www.agh.edu.pl/agh/dep/WNSS/ konferencja/doc/Goliski.doc].
Oto one:
ˇ "Pojęcie społeczeństwa informacyjnego oznacza formację
społeczno-gospodarczą, w której produktywne wykorzystanie
zasobu jakim jest informacja oraz intensywna pod względem
wiedzy produkcja odgrywają dominującą rolę." (za: H.
Kubicek: Möglichkeiten und Gefahren der "Informationsgesellschaft",
Tübinger Studientexte Informatik und Gesellschaft, Universität
Tübingen, 1999. http://infosoc2.informatik.uni-bremen.de/lehre/ig/WS99-00/studienbrief/inhalt.html
).
ˇ "Termin społeczeństwo informacyjne jest używany do
określenia społeczeństwa, w którym jednostki - jako konsumenci,
czy też pracownicy - intensywnie wykorzystują informację"
(za: H. Kubicek, jak wyżej).
ˇ "...OECD uznała, iż gospodarka jutra będzie, w dużym
stopniu, "gospodarką informacyjną" a społeczeństwo
będzie w rosnącym stopniu "społeczeństwem informacyjnym".
Oznacza to, że informacja będzie stanowiła dużą część wartości
dodanej większości dóbr i usług, a działalności informacyjnie
intensywne będą, w rosnącym stopniu, charakteryzować gospodarstwa
domowe i obywateli." [ICCP Statistical Panel, www.oecd.org/dsti/sti/it/ec/stats/statpanl.htm]
ˇ "Społeczeństwo informacyjne może zostać znalezione
na przecięciu, kiedyś odrębnych, przemysłów: telekomunikacyjnego,
mediów elektronicznych i informatycznego, bazujących na
paradygmacie cyfrowej informacji. Jedną z wiodących sił
jest stale rosnąca moc obliczeniowa komputerów oferowanych
na rynku, której towarzyszą spadające ceny. Innym elementem
jest możliwość łączenia komputerów w sieci, pozwalająca
im na dzielenie danych, aplikacji, a czasami samej mocy
obliczeniowej, na odległości tak małe jak biuro i tak duże
jak planeta. Ten podstawowy model rozproszonej mocy obliczeniowej
i szybkich sieci jest sednem społeczeństwa informacyjnego."
[OECD Workshops On The Economics Of The Information Society:
A Synthesis Of Policy Implications, OECD, Paris, 1999].
ˇ "Społeczeństwo informacyjne to społeczeństwo, które
nie tylko posiada rozwinięte środki przetwarzania informacji
i komunikowania, lecz środki te są podstawą tworzenia dochodu
narodowego i dostarczają źródła utrzymania większości społeczeństwa."
[Goban-Klas T., Sienkiewicz P., Społeczeństwo informacyjne:
szanse, zagrożenia, wyzwania, http://users.uj.edu.pl/~usgoban/agh.html].
ˇ "społeczeństwo informacyjne - [ang. Information society]
- nowy system społeczeństwa kształtujący się w krajach o
wysokim stopniu rozwoju technologicznego, gdzie zarządzanie
informacją, jej jakość, szybkość przepływu są zasadniczymi
czynnikami konkurencyjności zarówno w przemyśle, jak i w
usługach, a stopień rozwoju wymaga stosowania nowych technik
gromadzenia, przetwarzania, przekazywania i użytkowania
informacji" [e-Polska - Strategia rozwoju społeczeństwa
informacyjnego w Polsce na lata 2001-2006 (wersja robocza),
Ministerstwo Łączności, Warszawa, 2001].
Powyższe określenia można uznać za typowe
próby definiowania terminu społeczeństwo informacyjne. Czytelnikowi
pozostawiamy ocenę tego, w jakim stopniu są one trafne i
wyczerpujące. W komentarzu dodajmy, że M. Castells, wybitny
i uznany badacz zjawisk społecznych i gospodarczych epoki
komputerów i Internetu, autor obszernej i wnikliwej trylogii
pt. "Information Age", z wyraźnym sceptycyzmem
podchodzi do określenia społeczeństwo informacyjne, wręcz
go unika, zapewne w obawie przed jego nieostrością i negatywnymi
skojarzeniami spowodowanymi powszechnym nadużywaniem tegoż.
Powiada on: "
we should abandon the notion of 'Information
Society', which I have myself used some times, as unspecific
and misleading." [M. Castells: Materials for an Exploratory
Theory of the Information Society. British Journal of Sociology
Vol. 51:1, January/March, 5-24, 2000]. Castells woli posługiwać
się terminem społeczeństwo sieciowe (ang. Network Society),
podkreślając, że istota rzeczy nie leży w informacji i wiedzy,
te bowiem towarzyszą nam od zarania naszych dziejów. Tym,
co jest dziś istotne i jakościowo nowe jest powszechna,
wszechobecna, gęsta sieć wiążąca ludzi, sprawy i zdarzenia.
Pogląd ten podzielamy w całej pełni.
Zauważmy, że trudności, na które napotykamy przy definiowaniu
społeczeństwa informacyjnego sprawiają, że jeszcze trudniejsze
do wykonania jest zadanie opracowania zbioru wskaźników
oraz metod ich pomiaru i/lub obliczania, które pozwoliłyby
ilościowo opisać społeczeństwo informacyjne (interesującą
próbę w tym względzie stanowią prace grupy roboczej OECD).
W tej sytuacji wiarygodna odpowiedź na pytanie, w jakim
stopniu wskazane społeczeństwo jest społeczeństwem informacyjnym
jest w gruncie rzeczy niemożliwa.
Literatura dotycząca społeczeństwa informacyjnego jest ogromna.
Z polskich, klasycznych już opracowań warto zapoznać się
ze wspomnianą wcześniej pracą T. Goban-Klasa i P. Sienkiewicza;
książką K. Krzysztofka pt. "Rozwój społeczeństwa informacyjnego
w Polsce - uwarunkowania, perspektywy, rekomendacje",
Transformacje, 1998; wydaną pod redakcją
J. Lubacza książką pt. "W drodze do Społeczeństwa Informacyjnego",
OZSI - IPWC, 1999; oraz książką pod redakcją L.W. Zachera
pt. "Społeczeństwo informacyjne w perspektywie człowieka,
techniki, gospodarki", WSPiZ, 1999.
4. Praca a społeczeństwo informacyjne
O tym, że techniki informacyjne zmieniły
oblicze pracy, zarówno tej wykonywanej na miejscu w biurze,
czy przedsiębiorstwie, jak i tej, którą nazwano telepracą,
że zlikwidowały odległość i zmieniły znaczenie czasu, napisano
i wypowiedziano dotychczas niezwykle dużo słów. Trudno w
tej sprawie dodać coś nowego. Spójrzmy zatem na kwestie
pracy w czasach komputerów, Internetu i telefonów komórkowych
z ogólniejszej perspektywy.
W nowoczesnym społeczeństwie praca zawodowa stała się dla
znacznej części populacji, w krajach rozwiniętych, miejscem
samorealizacji i konstruowania tożsamości. Inaczej było
w przeszłości, kiedy praca najemna wynikała przede wszystkim
z imperatywu ekonomicznego, z potrzeby pozyskiwania środków
na utrzymanie własne i rodziny. Na podziały społeczne można
było patrzeć nie tylko przez dychotomiczny, marksowski pryzmat
wskazujący kapitalistów i robotników, ale także można było
widzieć świat inaczej: z jednej strony byli ci, którzy musieli
pracować, by przeżyć oraz - z drugiej strony - ci, którzy
nie musieli pracować, a mimo to mogli wieść dostatnie i
interesujące życie. Zwłaszcza w takim kontekście pracę można
traktować jako towar, przedmiot o określonej, zmiennej w
czasie, w zależności od koniunktury, wartości rynkowej.
Nie trzeba wielkiej przenikliwości, aby w tym fakcie upatrywać
głównych przyczyn reifikacji człowieka, szczególnie tam,
gdzie chodzi o pracę fizyczną, czy też wymagającą prostych,
powtarzalnych czynności manualnych albo na wpół automatycznych,
nieskomplikowanych czynności umysłowych.
Rewolucja informatyczno-informacyjna wraz z ogólnym rozwojem
techniki sprawia, że pracy fizycznej, rutynowej jest relatywnie
mniej niż w przeszłości. Miejsce pracy przestaje kojarzyć
się z niechcianym, czasowym zesłaniem, z którego chce się
wrócić jak najszybciej do domu. To właśnie ono staje się,
obok domu i rodziny, punktem, gdzie toczy się proces edukacji,
socjalizacji, gdzie doświadcza się emocji towarzyszących
samorealizacji. Jest naturalnie również miejscem frustracji
wtedy, gdy zamiary i plany nie mogą zostać zrealizowane.
Podsumowując, można stwierdzić, że w życiu pracujących jednostek
waga miejsca pracy zaczyna dorównywać znaczeniu środowiska
domowego.
I właśnie tutaj pojawia się jeden z zasadniczych problemów
ponowoczesności. Polega on na tym, że dla coraz większej
liczby ludzi praca jest jednym z najważniejszych sposobów
samorealizacji, a jednocześnie za sprawą rosnącej efektywności
środków produkcji i coraz lepszej organizacji, ekonomicznie
uzasadnionej pracy jest jej mniej niż chętnych do jej podjęcia.
Wydaje się, że czasy masowego zatrudnienia mijają bezpowrotnie.
Bezrobocie jest nieusuwalną plagą współczesności, która
na naszych oczach staje się jednym z największych, jeśli
nie największym, problemem społecznym początków XXI wieku.
Na dodatek ma ono charakter strukturalny i endemiczny. Człowiek
pracy - zgodnie z przewidywaniami W. Leontieffa, noblisty
z ekonomii - podzieli los konia, którego z gospodarki całkowicie
wyparły maszyny). J. Rifkin, amerykański socjolog i autor
książki pt. "Koniec pracy. Schyłek siły roboczej na
świecie i początek ery postrynkowej" [Wydawnictwo Dolnośląskie,
2001], podaje, że liczba bezrobotnych przekroczyła 1 miliard
ludzi i stale rośnie (wywiad dla "Gazety Wyborczej",
z 29 grudnia 2001 r.). Nie przekonują go argumenty o zmniejszeniu
stopy bezrobocia w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej,
w dziesięcioleciu boomu gospodarczego 1990-2000. Powiada
on: "Naprawdę cały boom odbywał się za plastikowe pieniądze.
To był skutek gwałtownego przyrostu kredytów konsumpcyjnych.
Na początku lat 90. amerykański sektor finansowy zaczął
na wielką skalę emitować karty kredytowe. Wciskali je każdemu.
I Amerykanie zaczęli tych kart używać na potęgę. Powstała
największa w dziejach gorączka zakupów. Wszyscy kupowali
na kredyt, wszyscy mieli pracę i wszyscy byli szczęśliwi.
Ale szczęście na kredyt nie może trwać wiecznie. W kilka
lat oszczędności rodzinne spadły z poziomu 8 proc. dochodów
do zera. I spadały dalej. Pod koniec dekady Amerykanie przez
dwa lata wydawali więcej, niż produkowali. W latach 90.
cały świat kręcił się dzięki plastikowym dolarom. Teraz
to się skończyło, bo Amerykanie, zamiast pożyczać pieniądze,
muszą je oddawać. Ale żeby oddawać, trzeba najpierw zarobić.
A zarobić jest coraz trudniej, skoro wszyscy przestali kupować.
Tu koło się zamknęło. Tak się skończył cud gospodarczy Clintona.
Skończyło się życie na kredyt, boom na kredyt i szczęście
na kredyt" [ibidem].
Maksymalizacja zysków drogą ograniczania zatrudnienia należy
do kanonu metod pracodawców. Zauważmy skądinąd, że mamy
tu do czynienia ze swoistym paradoksem sygnalizowanym w
powyższym cytacie. Z jednej strony bowiem redukcje zatrudnienia
w pogoni za zyskiem, jakoś sprzyjają rozwojowi i znakomicie
mieszczą się "w duchu" gospodarki kapitalistycznej,
ale - z drugiej strony - ograniczając siłę nabywczą populacji,
negatywnie wpływają na zachowania rynku, który jest podstawą
i siłą napędową tej gospodarki. Mamy więc tutaj do czynienia
z klasyczną sytuacją kryzysową. Można zatem spodziewać się,
że rozwiązania należy szukać w tym, iż trwającej rewolucji
technologicznej już niebawem będzie towarzyszyła rewolucja
społeczna (miejmy nadzieje, że nie będzie równie gwałtowna
jak Rewolucja Francuska, czy Bolszewicka). Rezultatem tej
przemiany będzie zapewne nowy kontrakt społeczny, który
musi uwzględniać to, że pojawią się nowe zawody, nowe produkty
i usługi, że zapotrzebowanie na prace będzie mniejsze, nawet
na tę wymagającą wysokich kwalifikacji intelektualnych.
A może światło dzienne ujrzy nawet coś więcej niż nowy kontrakt
społeczny, a mianowicie inne spojrzenie na człowieka: przestanie
on być wart tyle, ile jest w stanie zarobić, czyli tyle
ile może sprzedać swej wiedzy i umiejętności na rynku pracy;
jego wartość będziemy mierzyli innymi, bardziej humanistycznymi
"wskaźnikami".
W raporcie UNDP pt. "Polska w drodze do globalnego
społeczeństwa informacyjnego" z roku 2002 prof. W.
Cellary pisze, że "w społeczeństwie informacyjnym z
rynku pracy zniknie zapotrzebowanie na tych pracowników
umysłowych, którzy wykonują prace rutynowe, w szczególności
szeroko rozumianych urzędników i pracowników administracji
w przedsiębiorstwach ... Zasadne jest zatem pytanie - co
pozostanie człowiekowi ? Odpowiedź brzmi: pozostaną prace
nierutynowe ... Człowiekowi pozostanie więc tworzenie nowej
wiedzy ze wszystkich możliwych dziedzin życia i szeroko
rozumiane przekazywanie wiedzy". Głównym zadaniem człowieka
pracującego będzie więc twórcze myślenie.
Rzecz w tym, że nie wszyscy i z pewnością nie cały czas
mogą i chcą oddawać się twórczemu myśleniu, nawet jeśli
są członkami społeczeństwa informacyjnego. A zatem czym
będzie zajmować się większość populacji? Ryzykując pomyłkę,
która towarzyszy każdej prognozie, można przypuszczać, że
ludzie opuszczający dotychczasowe miejsca pracy w sektorze
publicznym i rynkowym (pierwszy i drugi sektor) znajdą zajęcie
w sektorze trzecim, czyli tam, gdzie powstaje i utrwala
się kapitał społeczny oparty na organizacjach samorządowych,
samokształceniowych, sąsiedzkich, klubach sportowych, organizacjach
kościelnych, samopomocowych, kulturalnych itp. Jest to sektor
z pewnością zarezerwowany dla ludzi, w którym maszynom,
komputerom, telefonom komórkowym przyznaje się drugorzędne
znaczenie, gdzie konkurencja nie ma wymiaru komercyjnego,
a najważniejszą wartością i miernikiem oceny jest ilość
i siła więzi międzyludzkich, bo to one w ostatecznym rozrachunku
decydują o jakości życia. Niewykluczone, że trzeci sektor
w nadchodzących dziesięcioleciach stanie się największym
i najważniejszym rynkiem pracy.
5. Zakończenie
W tytule artykułu pada pytanie: "Społeczeństwo
informacyjne - potrzeba, konieczność czy rzeczywistość ?".
Oto próba odpowiedzi na nie dla Polski.
Niezależnie od zastrzeżeń wysuwanych pod adresem idei postępu
i rozwoju, czy też determinizmu historycznego, procesy zachodzące
w gospodarczo- i społecznie zaawansowanych krajach dzisiejszego
świata należy postrzegać w kategoriach wzajemnie uwarunkowanych
zdarzeń. Nie ma wątpliwości, że rewolucja informatyczna
stoi u podstaw kształtowania się społeczeństwa informacyjnego.
A jest to społeczeństwo, w którym z pewnością przestrzegane
są zasady demokracji, społeczeństwo zamożne i bezpieczne.
Przykładami są tu bliskie nam kraje Unii Europejskiej, ale
także Japonia, Australia i naturalnie Stany Zjednoczone
Ameryki Północnej. Panuje przekonanie, że życie w swym całokształcie
w tych krajach jest dzisiaj lepsze niż przed laty, kiedy
o społeczeństwie informacyjnym rozmawiali tylko specjaliści.
Naturalnie z tej obserwacji nie należy wyciągać wniosku,
że konstytuowaniu się społeczeństwa informacyjnego nie towarzyszą
zagrożenia i nowe, nieznane wcześniej rodzaje ryzyka, czy
wręcz konkretne, negatywne w swym wpływie na życie jednostek
i zbiorowości ludzkich, wydarzenia. Niestety przykładów
w tym względzie jest wiele: od hakerskich włamań do banków
elektronicznych po pornografię w Internecie. Rzecz jednak
w tym, że ogólny bilans zysków i strat jest oceniany przez
większość obywateli tych społeczeństw jako wyraźnie pozytywny.
Wniosek jaki wypływa z tego faktu jest następujący: należy
spodziewać się, że kraje rozwinięte będą konsekwentnie kontynuowały
swe wysiłki na rzecz budowy społeczeństwa informacyjnego,
nie szczędząc środków i sił. Tezę tę jednoznacznie potwierdza
polityka Komisji Europejskiej, która przeznacza ogromne
nakłady na budowę infrastruktury technicznej i organizacyjnej
społeczeństwa informacyjnego, co jasno uwidacznia właśnie
rozpoczęty 6-ty program ramowy z budżetem liczonym w miliardach
euro. Analogiczne podejście prezentują pozostałe wspomniane
wyżej kraje. Co to oznacza dla Polski ?
Istotnym warunkiem rozwoju Polski w kierunku podnoszenia
stopy życiowej i zagwarantowania bezpieczeństwa jest możliwość
prowadzenia dialogu z krajami rozwiniętymi, uczestniczenia
w procesach i związkach gospodarczych oraz sojuszach politycznych
i wojskowych. Warunek ten może zostać spełniony tylko wtedy,
gdy podobnie jak w tych krajach będziemy dysponowali stosowną
infrastrukturą informacyjną, kadrami specjalistów oraz,
gdy kultura informacyjna ogółu społeczeństwa osiągnie należny
poziom. Jeśli zatem społeczeństwa żyjące w krajach rozwiniętych
uznamy za społeczeństwa informacyjne lub zbliżone do tego
stanu, to warunkiem koniecznym naszego rzeczywistego uczestnictwa
i współpracy z tymi krajami jest to, że my również osiągniemy
stan charakterystyczny dla społeczeństwa informacyjnego.
Znamy już więc odpowiedź na pytanie o konieczność. Znamy
zatem automatycznie odpowiedź na pytanie o potrzebę budowy
społeczeństwa informacyjnego w Polsce. Skoro jest ta budowa
koniecznością, spowodowaną realiami życia, to znaczy, że
istnieje również taka potrzeba.
A jaka jest rzeczywistość? Osiągnięcia trzynastu lat transformacji
ustrojowej i gospodarczej są dobrą podstawą do budowania
społeczeństwa informacyjnego. W gruncie rzeczy ten proces
zaczął się już na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego
wieku i trwa, z różną intensywnością, do dziś. Mimo, iż
ogólne wskaźniki w rodzaju liczby komputerów osobistych,
liczby serwerów, liczby użytkowników Internetu, liczby posiadaczy
telefonów komórkowych, czy liczby studentów nie plasują
Polski w czołówce krajów przechodzących transformacje, to
jednak - jak się wydaje - są one wystarczająco dobre by
uzasadnić przekonanie, że proces budowy społeczeństwa informacyjnego
w Polsce nie został przerwany.
Są jednak zjawiska niepokojące o trwałym charakterze. Pisze
o nich prof. K. Krzysztofek w cytowanym już raporcie UNDP.
Postrzega on Polskę jako kraj społeczeństwa "trzech
prędkości", twierdząc, że jesteśmy "krajem rolniczo-przemysłowo-informacyjnym,
w którym dwa pierwsze sektory, zwłaszcza rolniczy wymagają
głębokiej restrukturyzacji" i dodaje "Istota problemów
leży w tym, że z trzech prędkości nie da się utworzyć jednej
średniej, akceptowanej przez wszystkie grupy, ponieważ byłaby
ona za duża dla najwolniejszych i za mała dla najszybszych.
Szanse Polski zależą od trzeciej prędkości, ale trzeba pamiętać,
że szybkość całego konwoju - jeśli można użyć takiej metafory
w odniesieniu do Polski - to szybkość najwolniejszego okrętu".
A zatem jeśli opis prof. K. Krzysztofka jest trafny, to
przed Polską stoi niezwykle trudne wyzwanie, które polega
na tym by większość polskiego społeczeństwa, czyli ci, którzy
należą do sektorów "rolniczego i przemysłowego",
nie spowodowała (wymusiła?) zmniejszenia tempa procesów
kształtowania się społeczeństwa informacyjnego. Chodzi również
jednocześnie i o to, by nie zostali oni wykluczeni z tego
społeczeństwa wtedy, gdy ono rzeczywiście powstanie. Oto
zadanie na miarę historii. |